Indonezja | Moja-Indonezja.pl

„Żal ściska serce gdy widzę zdjęcia pięknej polskiej wiosny – nie widziałam jej 23 lata” – wywiad z Beatą Mirecką-Jakubowską, liderką Polonii w Indonezji

Wyjechała do Indonezji nie po to, żeby tam mieszkać. Nie planowała, by tam wieść swoje życie. A jednak…
Beata Mirecka-Jakubowska w wywiadzie udzielonym naszemu portalowi opowiada m.in. o tym, jak się żyje w Indonezji, czego najbardziej polskiego brakuje Polakom w Indonezji oraz co trzeba wiedzieć przed podjęciem decyzji o wyjeździe na stałe. Zapraszamy do lektury.

Jak to się stało, że trafiła Pani do Indonezji – kraju tak odległego od Polski?

To był zupełny przypadek. Przyjechałam wraz z moim tatą do pracy w Międzynarodowej Szkole. Kontrakt na rok. Ja – z plecakiem i gitarą, i świeżo upieczonym małżonkiem. Też na rok. Jakoś tak wyszło, że ten rok się wydłużył o kolejne 27 lat…

Proszę opowiedzieć o początkach Pani pobytu w tym kraju. Czy było trudno?

Zależy z czym. Na pewno nie było trudno przejechać Jakartę wzdłuż i wszerz, bo pojęcie korka było wtedy jeszcze odległe, natomiast potykaliśmy się o „becaki“ czyli ryksze, którym później zakazano poruszać się po mieście. Trudno było z zaopatrzeniem dla Europejczyka – nabiał trzeba było po prostu „upolować.“

Jak się mieszka w Indonezji?

Mieszka się i wygodnie, i niewygodnie. Do wygód należy na pewno niemal stała temperatura w ciągu całego roku, czyli: szafa bez kożuchów i botków; natomiast żal ściska serce gdy widzę zdjęcia pięknej polskiej jesieni, czy wiosny – obu nie widziałam 23 lata! Niewygodą jest coraz większe zanieczyszczenie powietrza, brak chodników i komunikacji miejskiej oraz korki na drogach, natomiast wielką wygodą jest pomoc domowa. Urzekające jest również społeczeństwo – na ogół wyluzowane i uśmiechnięte, co jest jednocześnie i plusem, i minusem.

Proszę opowiedzieć trochę o Pani życiu codziennym…

Pracuje się. Szkoła nie rozpieszcza (p. Beata jest nauczycielką w Jakarta International School – przyp. red.), by zdążyć na czas wychodzę z domu o 6.40 rano, a wracam koło 16 lub 17 jeśli są zebrania lub szkolenia po południu. Każdego dnia w ciągu roku ciemno robi się o godz. 18, więc dnia „dla siebie“ zostaje bardzo mało.

Jest Pani liderką Polonii w Indonezji. Ilu Polaków mieszka w tym kraju na stałe? Czym się zajmują?

No, “liderka” to może za duże słowo. Staram się, by Polacy w Jakarcie przynajmniej utrzymywali ze sobą kontakt, rozmawiali po polsku, pomagali sobie w trudnych sytuacjach. A mieliśmy już taką w czasie powodzi kilka lat temu, całe szczęście że udało się polską rodzinę z topieli uratować. W Jakarcie mieszka około 30-40 osób, nie licząc personelu ambasady. Głównie są to osoby na kontraktach, wraz z rodzinami.

Co Pani czuje wracając co jakiś czas do Polski?

Do Polski przyjeżdżam każdego roku. Ostatnio nawet dwa lub trzy razy w roku pokonuję ten dystans. Droga długa i trudna, lecz czuję, że na skrzydłach lecę w tamtą stronę, trochę ciężej jest wracać. Ja jestem z tej „starej Polonii“ ale nie tej, która emigrowała na stałe, wyjechałam tylko na rok, naprawdę tylko na rok. A zrobiło się trochę więcej. I ciągle uważam, że ja tu w Jakarcie jestem tylko tymczasowo, na chwilkę! A dom jest tam, w Polsce, i tam co wakacje jadę „do domu“.

Czego najbardziej polskiego brakuje Polakom w Indonezji ?

Kiszonych ogórków! Co impreza lub święta to wszyscy wspominają jak to by zjedli dobrego kiszonego ogórka. Wożę od lat co roku pół walizki kopru, liści wiśniowych i chrzanowych, by kisić ogórki domowym sposobem. Często się udają, więc można je u nas przy okazji jakiejś imprezki schrupać.

Jakich rad udzieliłaby Pani wszystkim planującym wyjechać na stałe do Indonezji?

Niech najpierw przyjadą na chwilę, niech pobędą choć parę miesięcy zanim podejmą decyzję: „jadę na stałe“, bo w tym czasie będą mogli stwierdzić czy im się życie w tym kraju podoba, czy wokół będą widzieć tylko trzeci świat i narzekać na wszystko i wszystkich. Poza tym odsyłam do pytań i odpowiedzi zawartych na stronie www.poloniaindonezja.org  w dziale Ciekawostki.

Proszę opowiedzieć trochę o życiu Polonii w Indonezji.

Ja, jak każdy, pracuję cały tydzień. Ale w weekendy czasem spotykamy się na tzw. niedzielny brunch w hotelowej restauracji, wtedy zbiera się 20-30 osób na kilka godzin i gadamy sobie co u kogo się dzieje, jak dzieci, jak w domu, co gdzie kupić albo załatwić, normalnie, o sprawach życiowych. Czasem kibicujemy razem oglądając Formułę 1 – teraz pozostaje nam tylko życzyć Robertowi Kubicy szybkiego powrotu do zdrowia i na tor.

W którym mieście, bądź regionie, jest największe skupisko Polaków?

Myślę, że w Jakarcie.

Czy indonezyjskie prawo ułatwia, czy utrudnia życie naszym rodakom w tym kraju?

Zależy co chce się robić, ale generalnie nie jest łatwo poradzić sobie w biurokratycznym gąszczu.

Dziękuję bardzo za rozmowę.